Collage

Dzieło sztuki plastycznej nie wyraża nic. Dzieło sztuki nie jest znakiem czegokolwiek. Ono jest (istnieje) samo przez się.

Władysław Strzemiński

Cykl “Collage” jest skromnym wyrazem mojej fascynacji sztuką polskich awangardzistów XX wieku, szczególnie Katarzyny Kobro, Edwarda Krasińskiego, Władysława Strzemińskiego i Henryka Stażewskiego. Co najbardziej cenię w twórczości tych artystów, to ich dążenie do czystej plastyki, która działa na odbiorcę nie poprzez konkretne przedmioty przedstawiane na obrazie, lecz wyłącznie przez elementy plastyczne, tj. kolor, kształt i kompozycję. Ich abstrakcyjne obrazy wyzwolone były z konstruktywistycznych rygorów użyteczności i praktyczności.

Zgodnie z założeniem, że obraz ma być obrazem i niczym ponadto, sięgnęłam do doświadczeń supremizmu i abstrakcji geometrycznej. W swoich papierowych kolażach celowo zrezygnowałam ze światłocienia i perspektywy na rzecz surowego, czystego kształtu i siły koloru. Nie chciałam bowiem imitować wypukłości i tworzyć wrażenia głębi - jak to ma w zwyczaju klasyczne malarstwo - przeciwnie, moim celem było jeszcze wyraźniejsze podkreślenie płaskości powierzchni papieru i jego delikatnej struktury. Kontrast polega na zestawieniu form i barw o różnym natężeniu energetycznym. Nieregularne, organiczne plamy zamknięte w prostej figurze geometrycznej w relacji z ciepłymi barwami potrafią działać kojąco i uspakajać. Z kolei dynamiczne, ostre trójkąty “rzucone” między miękkie akwarelowe plamy oddziałują na widza swoimi przeciwieństwami: wywołując napięcie lub pobudzając.

Dodatkowym elementem podkreślającym istotę obrazu są jego granice. Zamknięcie obiektu na płaszczyźnie i ograniczenie przestrzeni ramami może wydawać się oczywistym zabiegiem twórczym. Jednak w tym przypadku rama nie ma służyć jedynie oprawieniu pewnego wycinka rzeczywistości, lecz stanowić integralną część dzieła. Parafrazując Edwarda Krasińskiego: rama ujawnia obraz - nie buduje go i nie tworzy, ale ujawnia, demaskuje realność niedostrzeganego podobrazia.

Przekornie, w opozycji do praktyk moich mistrzów, nie opisuje swoich collage’y numerami kompozycji, lecz nadaję im tytuły. Bo choć jako twórca hołduję idei “czystej formy”, to nie mam złudzeń co do potęgi procesów skojarzeniowych zachodzących w ludzkich głowach. Stąd pomysł by do zabiegu “otytułowania” obrazów zaprosić swoich odbiorców. Efektem tej zabawy są zaskakujące, czasem liryczne, a czasem żartobliwe skojarzenia, które - jak się okazało - pozwoliły mi jako autorce spojrzeć na swoje obrazy z zupełnie innej perspektywy.