The Ziemia to seria powstała z użyciem farb organicznych i naturalnych pigmentów. Czerpiąc inspirację z natury, nie odwzorowuję jej dosłownie, lecz tworzę własne organiczne formy, świadectwa procesów zachodzących w przyrodzie, jej rytmów, nieustannych przemian i ukrytej harmonii. Zagłębiam się w ziemię, odkrywając jej strukturę oraz niewidoczne warstwy.
Seria powstała w 2025 roku i była prezentowana na wystawach w Galeria SztuKaFe (w Busku-Zdroju) oraz w Garni Hotel w Krakowie.
Ta seria obrazów ukazuje ponadczasowy krajobraz wydm – niezwiązany z żadnym konkretnym miejscem, lecz oddający ich uniwersalny charakter. Trawy smagane wiatrem wrastają w miękkie, nieustannie przemieszczające się piaski pod rozległym, otwartym niebem. Subtelne faktury odsłaniają jednocześnie siłę i kruchość wydm: ich delikatną powierzchnię, którą łatwo naruszyć, a zarazem niezwykłą odporność wobec naporu morza.
Każdy obraz opowiada o delikatnej równowadze, którą wydmy nieustannie utrzymują. Są jednocześnie odporne, a jednak zagrożone. To cisi strażnicy natury, chroniący ląd i dający schronienie życiu. Przypominają, że to, co wydaje się kruche i ulotne, często stanowi fundament naszego istnienia.
Kiedy po raz pierwszy odkryłam Algarve, położone w południowej części Portugalii, natychmiast zachwycił mnie jego niezwykły krajobraz, pełen intensywnych, żywych barw oceanu, skał i roślinności. Potęga natury skradła moje serce i uświadomiła mi, że jako artystka nigdy nie byłabym w stanie odtworzyć jej prawdziwego piękna, bez względu na to, jak bardzo bym się starała. Zamiast tego pragnę naśladować sam proces jej tworzenia. Moje pejzaże nie mają na celu odwzorowania konkretnego miejsca, lecz oddanie poczucia tajemnicy, które kryje się w świecie natury.
Tworząc tę kolekcję, korzystałam z ekologicznych technik artystycznych, wykorzystując między innymi akwarele na bazie wody oraz wegańskie farby akrylowe, a także przekształcając lokalne czasopisma w kolaże. Upcyklingowałam papier, stare obrazy i płótna znalezione w pobliskich sklepach charytatywnych. Staram się nie przyczyniać się do globalnego problemu nadmiaru odpadów poprzez kupowanie niepotrzebnych materiałów. Zamiast tego nadałam nowe życie niechcianym przedmiotom, przekształcając je w obrazy, które celebrują i oddają hołd lokalnemu środowisku.
Urodziłam się w urokliwej, niewielkiej wsi położonej w południowej Polsce. Od najmłodszych lat zachwycało mnie piękno pobliskiego lasu, a każdą wolną chwilę spędzałam, odkrywając jego zakamarki. Kiedy przeprowadziłam się do Krakowa, z ogromną radością odkryłam Las Wolski – chroniony obszar dzikiej przyrody, pełen życia, którego wzgórza górują nad panoramą miasta. Wyrzeźbione przez naturę skały tworzące niezwykłe formacje niezmiennie budziły mój zachwyt, a bujne leśne zakątki stanowiły schronienie dla wielu gatunków zwierząt. Za każdym razem, gdy potrzebowałam uciec od zgiełku miejskiego życia, szukałam ukojenia w spokojnym objęciu Lasu Wolskiego.
Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam południowe wybrzeże Portugalii, byłam oczarowana jego niezwykłym krajobrazem. Wyrzeźbione przez wiatr i fale formacje skalne, skąpane w ciepłym świetle Algarve, bajeczne klify, łuki z żółtego piaskowca, monolity wyłaniające się z oceanu oraz ukryte jaskinie – wszystko to było przejawem czystej potęgi natury, która zawładnęła moim sercem.
For me, the allure of both these places is simply indescribable, and I am always eager to return to them. Despite the fact that they are separated by kilometers, they are connected by some incomprehensible mysticism. Maybe it’s the memory of the earth for millions of years, or maybe it’s the stories created in people’s minds that try to explain the secrets of these landscapes.
mieszkańców. Od powstania Panieńskich Skał w Lesie Wolskim po tajemnicze spotkanie, które poruszyło małą wioskę rybacką w południowej Portugalii…
Floripes to legendarna postać z Olhão w Portugalii – bohaterka opowieści przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Według legendy pojawiła się dwóm mężczyznom przy młynie wodnym, prosząc o uwolnienie jej spod uroku, który więził ją od lat. Aby przełamać zaklęcie, wybraniec musiał objąć ją nad rzeką, zranić swoje ramię na wysokości serca, przepłynąć ocean do Afryki z dwiema płonącymi świecami, a następnie połączyć z nią swoje życie. Legenda Floripes jest wciąż żywa wśród mieszkańców Olhão. Niektórzy wierzą, że można ją spotkać także za dnia, że pojawia się podczas codziennych zakupów, płaci złotą monetą i znika, zanim sprzedawca zdąży wydać jej resztę.
Muszelka Przegrzebka to kultowy symbol zarówno hiszpańskiego, jak i portugalskiego pielgrzymowania do katedry w Santiago de Compostela. Już w starożytności kojarzyła się z życiem, płodnością i siłą ziemi. Średniowieczni pielgrzymi używali jej jako miseczki na jedzenie i wodę. Jedna z wielu legend głosi, że św. Jakub uratował rycerza pokrytego tymi muszelkami. Jeszcze inna, że podczas przewożenia szczątków św. Jakuba do Galicji koń rycerski wpadł do wody i wynurzył się pokryty muszlami. Muszla jest metaforą oznaczającą różne drogi przebyte przez pielgrzymów z całego świata. Właśnie tym symbolem oznakowane są kamienie i tablice na szlaku, które wskazują drogę wędrowcom.
Spacerując plażami Algarve można natrafić na te małe arcydzieła. Wyróżniają się na tle innych muszli swoim symetrycznym, idealnym w proporcjach kształtem, przypominającym wschodzące słońce. Dla mnie to symbol odrodzenia, nadziei i nowych możliwości.
"Kamienie Pamięci"
Mieszkając w Krakowie zderzyłam się z wieloma historiami dotyczącymi kamieni. Jedną z nich jest pochodzenie jurajskich skał otaczających miasto. Do dziś wiele krakowskich budynków i piwnic kryje w swoich wapiennych murach historię tropikalnego morza sprzed dziesiątek milionów lat. Mieszkając kilka lat w dzielnicy żydowskiej odwiedzałam przepiękny, stary cmentarz żydowski, ukryty w gąszczu wysokich drzew. Na macewach leżało mnóstwo kamieni. Według tradycji żydowskiej, odwiedzający nagrobki kładą kamień przywieziony ze sobą, jako symbol pamięci o zmarłym. Może stąd zrodził się dziwny przesąd, który po raz pierwszy usłyszałam właśnie w Krakowie. Głosi on, że nie powinno się przynosić kamieni do domu, gdyż ściągają na domowników pecha. Niektórzy wierzą, że kamienie gromadzą w sobie energię różnych ludzi i źródeł. Dla mnie kamienie to świadkowie prehistorii i niezrównane symbole piękna natury. Kocham majestatyczne skały, a kamienie są dla mnie ich miniaturową reprezentacją. Czasem kusi mnie, aby przynieść jakiś kamień znaleziony na plaży lub w lesie, ale pozostawiam go w swoim naturalnym środowisku, by zachwycał tych, którzy się nad nim pochylą.
Legenda o Praia da Rocha Dawno, dawno temu żyli w doskonałej harmonii dwaj giganci z Morza i Gór. Tak było aż do dnia, kiedy na brzeg oceanu przybyła syrena… Jej urok i czarujące pieśni sprawiły, że zakochali się w niej obaj giganci. Powodowani zazdrosną miłością toczyli ze sobą straszną bitwę. Wściekłe morze tworzyło ogromne fale, a szalejące ze złości skały stawały się jeszcze wyższe. Syrena, która również była szaleńczo zakochana zarówno w Morzu, jak iw Górach, nie mogła się zdecydować, co robić. Nagle zamieniła się w drobny złoty piasek, aby spędzić życie z obydwoma olbrzymami. Mówi się, że krajobraz został przekształcony przez tę bitwę o miłość i utworzył Praia da Rocha, położoną na obrzeżach Portimao i jedną z najsłynniejszych plaż w Algarve.
“Panieńskie Skały”
W Lasku Wolskim, leżącym w obrębie krakowskiej dzielnicy Zwierzyniec, znajduje się rezerwat przyrody znany pod nazwą Panieńskie Skały. Według legendy tutaj w XIII wieku szukały schronienia Siostry Norbertanki uciekające przed Tatarami ze swego klasztoru na Zwierzyńcu. Gdy napastnicy byli już blisko, siostry wymodliły ocalenie od gwałtu i śmierci. Wraz z otaczającymi je skałami zapadły się pod ziemię (inne wersje mówią o przemienieniu sióstr w skały). Mówi się również o ukrytej pod skałami komnacie. Tam zbierają się na modlitwę ocalone Norbertanki. Podobno jeszcze do niedawna istniała w skałach szczelina, przez którą można było zajrzeć do tego podziemnego klasztoru i ujrzeć śpiące w nim zakonnice.
Panieńskie Skały to miejsce, które zachwyca niezależnie od pory roku. To jeden z najpiękniejszych dzikich zaułków Lasku Wolskiego z malowniczym wąwozem i wyłaniającymi się raz po raz wapiennymi skałami otulonymi korzeniami drzew. Meandrujące pomiędzy sędziwymi drzewami ścieżki prowadzą naprzemiennie w górę i w dół.
Moja aktualna twórczość jest głęboko inspirowana krajobrazami Algarve – nieustannie zmieniającym się światłem, surowymi klifami oraz wiecznym tańcem pomiędzy lądem a morzem. Staram się uchwycić istotę tego regionu właśnie za pomocą techniki akwareli. Jej płynność i transparentność idealnie odzwierciedlają organiczne piękno natury.
Liczne warstwy farby i gesturalne ślady pędzla w moich obrazach przywołują faktury nadmorskich skał, ruch fal oraz ciepłe tony słonecznych krajobrazów Algarve. Mój proces twórczy pozostaje intuicyjny, podąża za rytmem natury, zmiennością światła i cieni w ciągu dnia oraz emocjami, jakie budzi miejsce jednocześnie surowe, dzikie i pełne harmonii.
Dzieło sztuki plastycznej nie wyraża nic. Dzieło sztuki nie jest znakiem czegokolwiek. Ono jest (istnieje) samo przez się. Władysław Strzemiński
Cykl “Po prostu obraz” jest skromnym wyrazem mojej fascynacji sztuką polskich awangardzistów XX wieku, szczególnie Katarzyny Kobro, Edwarda Krasińskiego, Władysława Strzemińskiego i Henryka Stażewskiego. Co najbardziej cenię w twórczości tych artystów, to ich dążenie do czystej plastyki, która działa na odbiorcę nie poprzez konkretne przedmioty przedstawiane na obrazie, lecz wyłącznie przez elementy plastyczne, tj. kolor, kształt i kompozycję. Ich abstrakcyjne obrazy wyzwolone były z konstruktywistycznych rygorów użyteczności i praktyczności.
Zgodnie z założeniem, że obraz ma być obrazem i niczym ponadto, sięgnęłam do doświadczeń supremizmu i abstrakcji geometrycznej. W swoich papierowych kolażach celowo zrezygnowałam ze światłocienia i perspektywy na rzecz surowego, czystego kształtu i siły koloru. Nie chciałam bowiem imitować wypukłości i tworzyć wrażenia głębi - jak to ma w zwyczaju klasyczne malarstwo - przeciwnie, moim celem było jeszcze wyraźniejsze podkreślenie płaskości powierzchni papieru i jego delikatnej struktury. Kontrast polega na zestawieniu form i barw o różnym natężeniu energetycznym. Nieregularne, organiczne plamy zamknięte w prostej figurze geometrycznej w relacji z ciepłymi barwami potrafią działać kojąco i uspakajać. Z kolei dynamiczne, ostre trójkąty “rzucone” między miękkie akwarelowe plamy oddziałują na widza swoimi przeciwieństwami: wywołując napięcie lub pobudzając.
Dodatkowym elementem podkreślającym istotę obrazu są jego granice. Zamknięcie obiektu na płaszczyźnie i ograniczenie przestrzeni ramami może wydawać się oczywistym zabiegiem twórczym. Jednak w tym przypadku rama nie ma służyć jedynie oprawieniu pewnego wycinka rzeczywistości, lecz stanowić integralną część dzieła. Parafrazując Edwarda Krasińskiego: rama ujawnia obraz - nie buduje go i nie tworzy, ale ujawnia, demaskuje realność niedostrzeganego podobrazia.
Przekornie, w opozycji do praktyk moich mistrzów, nie opisuje swoich collage’y numerami kompozycji, lecz nadaję im tytuły. Bo choć jako twórca hołduję idei “czystej formy”, to nie mam złudzeń co do potęgi procesów skojarzeniowych zachodzących w ludzkich głowach. Stąd pomysł by do zabiegu “tytułowania” obrazów zaprosić swoich odbiorców. Efektem tej zabawy są zaskakujące, czasem liryczne, a czasem żartobliwe skojarzenia, które – jak się okazało – przeważnie nawiązują do zagadnień przyrody, pozytywnych uczuć oraz nadziei na lepsze jutro.
Rok 2020 z oczywistych względów zapisze się na kartach historii. Oprócz pandemii i związanych z nią kryzysów, społeczeństwo polskie dodatkowo zmagało się ze wzrastającym problemem polaryzacji. Prowokowane, podburzane, często upokarzane przez polityków, coraz bardziej sfrustrowane grupy społeczne zaczęły manifestować swój gniew i bezsilność wychodząc na ulice. Artyści różnych dziedzin ustosunkowali się do tej sytuacji w dwojaki sposób. Jedni aktywnie angażowali swoją twórczość w akcje protestacyjne lub - w zależności od frakcji - “odwetowe”. Drudzy - dla kontrastu - uciekali do azylu sztuki i chowając się przed huczącym, przytłaczającym światem wydawali się ignorować wszechobecny kryzys.
Stojąc na rozdrożu dwóch skrajnych potrzeb, tj. poczucia obowiązku i zaangażowania, a jednocześnie instynktownego odruchu eskapizmu, postanowiłam przelać to doświadczenie na płótno. W wyniku tego dualizmu powstała seria obrazów abstrakcyjnych, w których sięgnełam po nowe formy i środki wyrazu. Kontrastowe kompozycje kolorystyczne, ekspresyjny gest malarski, dynamiczne, niemal drgające plamy - to wszystko w zestawieniu z aluzyjnymi tytułami stanowi zapis wewnętrznych doświadczeń i przemyśleń. Kiedy na wiecach trwają spory i przepychanki, wykrzykiwane są pompatyczne hasła i nawoływania do nienawiści, a wszystko to w imię patriotyzmu i umiłowania ojczyzny, zadaję sobie pytanie: czym właściwie jest ojczyzna? Dla mnie to łąka usłana ziołami, To dynamicznie zmieniające się niebo z kłebiącymi się na nim chmurami. To leśny koncert ptaków i świetlne widowisko, gdy słońce przebija się przez drgające gałęzie i tańczące liście... Co łączy te dwie Polskości? Może to samo natężenie emocji, namiętności? Może podobna energia i siła? Ta zawziętość trwania przy swoim niezależnie od czasu i okoliczności. A może własnie różnorodność i kolorowość. Bo czyż nie to właśnie stanowi o sile i pięknie tego świata?
Seria „Krajobrazy antropogeniczne” powstała w 2020 roku jako refleksja nad konsekwencjami działalności człowieka i jego wpływem na planetę. Na pierwszy rzut oka obrazy przedstawiają znajome motywy krajobrazowe: wzgórze, linię morskiego horyzontu, przypadkowe ruiny czy miejską panoramę. Jednak pod powierzchnią tych pozornie zwyczajnych widoków kryje się niepokojąca cisza i pustka – świat pozbawiony obecności żywych istot. Nie ma tu nawet cienia ptaka unoszącego się na niebie.
Jednak w tych krajobrazach pojawiają się ślady ludzkiej obecności: płaskie geometryczne formy, proste równoległe linie i intensywnie nasycone barwy. Przypominające błędy w druku, zamazane fragmenty cenzury czy rozsypane piksele obrazu – zdają się być obcym elementem w harmonijnie działającym organizmie natury. Formy te nie występują w świecie przyrody, dlatego natychmiast przywołują skojarzenie z człowiekiem… a może nawet z „władcą”, który podporządkowuje sobie wszystko, co napotyka na swojej drodze.
W imię postępu i odkrywania te istoty dokonują przemian, które pozostają niezrozumiałe dla pozostałych mieszkańców Ziemi. Wdzierają się w ich świat, zakłócając jego harmonię poprzez tworzenie tajemniczych, pozbawionych sensu przeszkód. Dokąd prowadzą te działania? Czy krajobraz, oglądany oczami innej istoty będzie stopniowo zanikał, pogrążając się w pustce, aż w końcu zostanie przykryty rozmytym prostokątem?
Cykl „Przyciąganie” zbudowany jest w nietypowym układzie poliptyku. Nietypowym, gdyż każdy obraz jest tak zakomponowany, aby pasować do innego obrazu z tej serii. Prace mogą być dowolnie obracane i układane w różnych wariantach, zawsze tworząc spójną całość.
Indywidualnie, każda z nich może być niezależnym obrazem, jednak w zestawieniu z kolejnymi płótnami, fragmenty te nabierają innego kontekstu, kształtu i znaczenia: bryły wielokątów i kul wydają się być przeskalowane względem ram obrazu, a zawieszone w niejasnej przestrzeni dezorientują widza. Gubimy się w określeniu proporcji, perspektywy, głębi. Co jest tłem, a co figurą? Dokąd sięga płaszczyzna, której widać tylko fragment? Gdzie jest ziemia, a gdzie niebo? Czy widz patrzy na kulę, czy patrzy z kuli?” Przeskalowana w stosunku do całości bryła wielokąta jest jakby zawieszona w przestrzeni i czasie, wydaje się, że lada moment przewróci się na spoczywającą pod nią białą, delikatną kulę. Co trzyma ten pozorny chaos w niezachwianej formie? Człowiek od wieków próbuje odpowiedzieć na to pytanie, kreuje bóstwa, wymyśla legendy, zgłębia tajniki nauki… Jak części poliptyku dzieli poznane fragmenty rzeczywistości i stara się ułożyć je w zrozumiałym dla siebie porządku. Nie jest mu jednak dane ostateczne poznanie tej tajemnicy.
Na cykl “Kosmos” składają się prace akwarelowe na papierze powstałe w latach 2015-2019.
Beata Pałach nie dąży do kopiowania ani odtwarzania kosmicznych motywów. Tworzy raczej własny język form. Wprowadza intrygujące abstrakcyjne obiekty, nieokreślone mozaikowe struktury przypominające stopione kryształy, przypływy i wiry zatrzymane w ruchu, ostro wyznaczone kręgi. Wszystkie te elementy, mimo swojej wewnętrznej dynamiki, układają się w spokojne, statyczne i harmonijnie wyważone kompozycje. Her paintings aren’t overloaded with details. Based on strong chromatic dissonances – in which the honey-purple elements contrast with the inky streaks, and the malachite reflections melt into greenish-pearly shades of the background – her paintings are lined with elusive tension, a certain existential seriousness, and even some metaphysical anxiety.
A jednak te prace oparte na silnych dysonansach chromatycznych, w których ugrowo-miodowe elementy kontrastują z atramentowymi smugami, a malachitowe refleksy roztapiają się w zielonkawo-perłowych odcieniach teł, podszyte są nieuchwytnym napięciem, pewną egzystencjalną powagą, a nawet jakimś metafizycznym niepokojem. Obrazy abstrakcyjne mają to do siebie, że można je na różny sposób interpretować. Trzeba więc ostrożnie ważyć słowa i wyciągać wnioski, by nie popaść w pułapkę nadinterpretacji. Być może autorka chce zaznaczyć, że jesteśmy po prostu bezosobowo rozpięci na dwóch nieskończonościach od mikro do makrokosmosu. Dla mnie malarskie dzieła Beaty Pałach to taki thriller i jednocześnie intrygująca wizja odmiennych światów, światów na krawędzi, za którą rozpościera się otchłań niedostępnej dla nas tajemnicy, bo mimo postępów nauki i techniki istnieją granice, których nie udało się do pory przekroczyć. | Michał Baca
W serii prac akwarelowych pt. „Czułe Miejsca” malarka wyraźnie czerpie z doświadczeń ekspresjonizmu abstrakcyjnego. Obrazy będące zapisem spontanicznego gestu, swobodnego komponowania plam, tworzą jednak spójne, konkretne w formie układy. Charakterystyczne miękkie, organiczne linie, zatrzymane w ruchu rozpryski, ciemno rdzawe lub głęboko zielone zacieki, pozornie niekontrolowane, wydają się jednak być świadomie wkomponowane w kontekst prac. Obrazy te inspirowane są wspomnieniami z dzieciństwa autorki, wrażeniami z podróży oraz ważnymi dla niej miejscami. W pracach tych przeważają morficzne kształty przypominające wodne wiry, struktury skał, formacje geologiczne, czy przekroje roślin.
Pamiętam te magiczne momenty z dzieciństwa, gdy stanęłam oko w oko z geniuszem natury. Te wielkie odkrycia, kiedy krople deszczu formują arcydzieła na tafli szyby, czy też zamieszana kijem kałuża tworzy fale o intrygujących kształtach. Wyobrażałam sobie wtedy, że zacieki na oknie to ogromne, rozlewające się rzeki, a wirująca kałuża jest bezdennym oceanem. Skrawek podwórka był światem nie do ogarnięcia... Te momenty dziecięcego zachwytu wracają do mnie podczas podróży, choćby tych bardzo małych, do pobliskiego lasu. Tych wrażeń nie da się utrwalić ani za pomocą fotografii, ani starannego szkicu. Akwarela wydaje mi się najbliższa naturze, bo jak ona rządzi się swoimi prawami i wymyka próbom okiełznania.
Zobacz także: Wystawa w Rubinstein Hotel
Projekt „Dzika Natura” jest żartobliwym komentarzem do współczesnego stylu życia w cywilizacji zachodniej. Tytuły obrazów nawiązują do pojęć ze świata przyrody, lecz to, co zostało na nich zaprezentowane, to przedmioty – symbole naszej codzienności.
Flora, Mimikra, Feromony, Pokarm, Gniazdo, Wodopój i wreszcie Prawo Dżunglii Law of the Jungle – znaczenie tych słów zostało tu przeniesione na grunt ludzkich zachowań i przyzwyczajeń. Ironicznie nie mają one wiele wspólnego z naturą. Wciąż tkwią w nas zwierzęce instynkty, jednak skutecznie je maskujemy lub deformujemy. Wodę i pokarm zastępujemy kawą i papierosem, a nasze przetrwanie w miejskiej dżungli uzależniamy od uniformów i kosmetyków. Nawet tak pierwotne zachowania jak opieka nad potomstwem, czy chęć bycia bliżej natury zostały wplątane w gąszcz zbędnych przedmiotów, bez których nie wyobrażamy sobie egzystencji. Wszystko to jednak kusi nas kolorami, kształtami i zapachami... Popartowska stylistyka przedmiotu nie jest tu więc przypadkowa. Została ona jednak zderzona z kolorystyką zaczerpniętą z natury (barwami piasku, gliny, kamienia, drzewa, lasu), aby jeszcze wyraźniej podkreślić kontrast między podwójną naturą gatunku Homo sapiens.
Moim zamierzeniem było zestawienie pop-artowej stylistyki obiektu z barwami zaczerpniętymi z natury – odcieniami piasku, gliny, kamienia, drzew i lasu, aby wyraźnie ukazać kontrast i dwoistość natury gatunku homo sapiens.
Seria „Żywioły” to zbiór akwarel na papierze. Podobnie jak cykle „Herbarium” i „Czułe Miejsca”, prace te stanowią moje intymne zapisy wrażeń i refleksji nad otaczającą naturą – jej tajemnicą, zmiennością i nieprzewidywalnością. Wybór akwareli jako medium nie był przypadkowy. Jej subtelność i przejrzystość wymagają szczerości malarskiego gestu, nie pozwalając ukryć śladu spontanicznego ruchu ręki. Każda warstwa koloru pozostawia swój ślad, który niczym element naturalnego ekosystemu staje się ważną częścią struktury obrazu.
Czytaj więcej o tym cyklu w recenzji Michała Bacy













































































































